KOLEKCJA PIERRE RENE X AMELIA SZCZEPANIAK


MAKIJAŻ, URODA / 29 Lipiec, 2020

Jestem chyba ostatnią osobą, która wzięła się za testowanie paletek Pierre Rene w kolaboracji z Amelią Szczepaniak. Nawet nie wiecie jaka byłam podekscytowana kiedy notino wprowadziło te produkty do swojej oferty. Nie zdążyłam się niestety załapać na rzęski, ale jestem pewna, że przy którymś kolejnym zamówieniu wylądują w koszyku 🙂

PIERRE RENE X AMELIA SZCZEPANIAK PINCH ME

Zacznę od tego, że paleta jest naprawdę pokaźnych rozmiarów! Opakowanie jest kartonowe, wyposażone w lusterko, które swoją drogą jest przyzwoitej jakości. Strona wizualna bardzo trafia w mój gust – minimalistyczna, bez zbędnej grafiki i z dodatkiem różowego złota, którym ostatnio jestem zauroczona. Wewnątrz mamy 14 dobrze skomponowanych cieni. W górnym rzędzie znajdują się same połyskujące cienie (z czego część jest opalizująca), a w dolnym – maty. Wszystkie te kolory łączą się w spójną całość, dzięki czemu paleta staje się bardzo uniwersalna. Mamy tutaj beż, brąz i złoto do dziennego makijażu, ale i czerń oraz piękne drobiny do czegoś z charakterem. Konsystencja tych cieni jest naprawdę przyjemna, ładnie się rozcierają, nie tworzą plam, a błyski dobrze sobie radzą nawet bez bazy pod brokat. Moim faworytem od samego początku jest odcień “touch me”, który w opakowaniu wygląda jak pistacja, a w rzeczywistości opalizuje na róż ze srebrem – coś pięknego! Powiem Wam, że zaskoczył mnie pozytywnie matowy fiolet, który ma dość nieoczywisty ton: jest jaskrawy i obawiałam się, że nie będzie chciał współpracować z innymi kolorami. Na szczęście bardzo dobrze się z nim pracuje i uważam, że ta paleta to jedna z lepszych w takim progu cenowym.

PIERRE RENE X AMELIA SZCZEPANIAM SHINE ME

Jeżeli chodzi o wielkość, to jest ona dokładnie taka sama jak paleta cieni – to samo tyczy się szaty graficznej (duży plus za lusterko, bo rzadko je widuje w paletach do konturowania). W środku znajduje się matowy bronzer oraz dwa rozświetlacze. W opakowaniu bronzer ma przepiękny, neutralny odcień, jednak mam wrażenie, że na skórze robi się znacznie cieplejszy. Mnie to nie przeszkadza, bo szczerze mówiąc to nie przepadam za takim ostrym i trupim efektem. Jeśli jednak szukacie czegoś naprawdę chłodnego, to obawiam się, że ten odcień może Wam się nie sprawdzić. Praca z nim jest jednak naprawdę przyjemna. Bardzo szybko się nakłada i rozciera, dość mocno się pyli, ale po “wytrzepaniu” pędzla można uzyskać satysfakcjonujący efekt. Nie ściera się w ciągu dnia, więc jest trwały. Rozświetlacze za to rozkochały mnie w sobie już od pierwszego użycia. Odcień “rich me” jest bardziej złoto-szampański, a “glaze me” srebrno-różowy. Oba dają tak nieziemski glow, że wszystkie sroki oszaleją! Nakładane na mokro są w stanie oślepić – dosłownie. Zmieszane ze sobą też dają świetny kolor na skórze, więc myślę, że żaden odcień z tej palety się nie zmarnuje. Po zaopatrzeniu się w tę paletę mój ukochany Glow Kit od abh poszedł w odstawkę (a ciężko jest do tego doprowadzić) 🙂 Miałyście już coś z tej kolekcji?


2 Komentarze do “KOLEKCJA PIERRE RENE X AMELIA SZCZEPANIAK”

  1. Ojeej, myślałam, ze wrzucisz jakieś zdjęcia – zarówno samej paletki (bardzo chciałabym zobaczyć ten pistacjowy kolor) jak i samego makijażu 😀 Bardzo dużo słyszę ostatnio o tej kolekcji i chyba się skuszę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.