Balsamy do ust EOS | warto?


PIELĘGNACJA, URODA / 2 Wrzesień, 2018

Moje usta w ostatnim czasie są w dużo lepszej kondycji niż zwykle. Nie mam problemów z przesuszeniem, ani z wystającymi skórkami. Wiosną i latem nie potrzebuję maksymalnego nawilżenia, dlatego odkładam na bok pomadki ochronne, których używam z reguły zimą. W okresie letnim wolę ‘lżejsze’ rozwiązania i chętniej stawiam na produkty, które mają przyjemny zapach niż na te, które rzeczywiście mają pomóc w pielęgnacji moich ust. Z jajeczkami EOS ‘znam’ się już od kilku lat i mogę Wam co nieco na ich temat powiedzieć 😉

Jak zwykle zacznę od opakowania: małych rozmiarów jajeczko z nakrętką – super rozwiązanie, bo pomadka zmieści się do każdej torebki, a my nie mamy obaw, że przez przypadek się otworzy. Matowe wykończenie i pastelowa kolorystyka sprawia, że produkty wyglądają bardzo uroczo i dziewczęco. Jako, że jestem typem gadżeciary to bardzo mi to odpowiada i uwielbiam te jajeczka chociażby ze względów estetycznych. W marce EOS cenię sobie przede wszystkim skład: pomadki zawierają masło shea oraz różnego rodzaju witaminy i dodatkowo przechodzą surowe badania dermatologiczne. Warto wspomnieć, że nie testują swoich kosmetyków na zwierzętach, co na pewno wpływa na ich korzyść. Jeśli chodzi o skuteczność tych pomadek to powiem tak: latem nawilżenie jakie gwarantują w zupełności mi wystarcza, jednak zimą decyduję się na bardziej skuteczne rozwiązania – tylko dlatego, że akurat w tym okresie mam bardzo dużo suchych skórek. Wtedy EOS’ów używam tylko w domu. Jeżeli nie macie takich problemów, a Wasze usta nie potrzebują tak ekstremalnej regeneracji, to balsamy sobie z tym poradzą. Generalnie i tak je polecam, bo uwielbiam ich zapachy i smaki (bo są przepyszne!). Taki zestaw dwóch jajeczek dostaniecie na iperfumy.pl w bardzo przystępnej cenie. Zerkajcie, bo często też jest na niego promocja 🙂


33 Komentarze do “Balsamy do ust EOS | warto?”

  1. Czytając wiele pozytywnych opinii na temat tych jajeczek kiedyś się skusiłam i pożałowałam. U mnie nie za bardzo się sprawdziły i raczej już się nie skuszę 🙂

  2. Masz rację, EOS’y ślicznie pachną i mają świetne smaki, ale no co do ich działania muszę sie przyczepić. Mi by się nie sprawdziły, nawet latem, moje usta potrzebują dobrego nawilżenia przez cały rok.

  3. U mnie przygoda z eos’ami zaczęła się od czerwonego Summer Fruit, kiedy jeszcze nie było dostępnych tak wielu wariantów smakowych/zapachowych/kolorystycznych (co komu odpowiada). Bardzo polubiłam tę firmę i słyszałam wiele pochlebnych opinii na jej temat, dlatego zaczęłam inwestować w kolejne jajeczka. Dzisiaj używam chyba siódmego, aczkolwiek kiedy potrzebuję bardziej skutecznego środka na szczególnie wysuszone skórki, również wybieram balsamy do zadań specjalnych 🙂
    Pozdrawiam,
    https://www.monabednarska.com/

  4. Ja nigdy nie miałam tych legendarnych jajeczek z EOS, więc nie bardzo mogę się wypowiedzieć. Niestety, ale muszę Cię zmartwić bo EOS testuje na zwierzętach. A dokładnie rozchodzi się o to, że sprzedają swoje produkty w Chinach, gdzie wykonywanie testów na zwierzętach jest obowiązkowe dla każdej firmy, która wchodzi na ich rynek. Firmy często piszą, że nie testują, ale takim deklaracjom nie należy ufać, gdyż zasłaniają się one tym, że nie testują w Europie, a tymczasem wykonywanie testów na zwierzętach w całej UE jest zakazane. Jeżeli bardziej interesuje Cię ten temat to możesz dołączyć do tej grupy na FB, gdzie będziesz miała wszystko wyjaśnione i łatwo będzie Ci sprawdzić, która firma testuje, a która nie : https://www.facebook.com/groups/1638940739682522/
    Nie odbieraj tego komentarza negatywnie, absolutnie nie mam zamiaru się Ciebie o coś czepiać, sama zaczęłam się dowiadywać więcej w tym temacie dopiero ponad rok temu 😉
    https://hamster-and-life.blogspot.com/

    1. Dzięki, ale nie należę do grupy “obrończyń zwierząt” i jeżeli dany kosmetyk mi się sprawdza, to nie przestanę z niego korzystać tylko dlatego, że jest on testowany na zwierzętach 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.